Nowy rok, nowy kalendarz

Tak, jak na koniec zeszłego roku przypominały mi się słowa C.S Lewisa, tak w tym przypominają mi się słowa Terry’ego Pratchetta, który mówił, że życie nie dzieli się na rozdziały, dlatego też nigdy swoich książek na takie nie rozdrabniał. Jeśli mamy już mieć w życiu rozdziały, to takie, które rozpoczynają się i domykają naturalnie, którym kształt nadają koleje losu — a nie takie, które są ucinane przez krążącą wokół Słońca Ziemię.

Czy nowy rok przyniesie mi coś dobrego? Na pewno, tak samo jak złego (lub, lepiej rzec, trudnego), ale nie znaczy to, że nie stałoby się to, gdyby ten poprzedni trwał. Nowy rok nic nie zmieni w takim sensie, że nie potrzebuję zmiany kalendarza, by coś w życiu zmienić, coś zrobić, coś osiągnąć, coś zdobyć… lub stracić.

Poza tym nie rozumiem koncepcji świętowania nowego roku — to okazja do spotkania się ze znajomymi, nic ponad to — więc sam nie bardzo go obchodzę. Z poprzedniego zdania może wynikać, że nie mam znajomych; śmiesznie wyszło, zatem go nie usuwam ani nie poprawiam. A co do świętowania, rozumiem obchodzenie ważnych dat historycznych, ponieważ były ważne, bo osiągnęliśmy coś jako ludzie, ale celebrowanie nowego roku? Chyba nigdy nie wydarzyło się nic istotnego na przełomie 31 grudnia i 1 stycznia. Zmiana daty w kalendarzu to coś, co dzieje się samo: do tego nie trzeba przykładać ręki — o ile nie mówimy, rzecz jasna, o kalendarzu w formie fizycznej — w przeciwieństwie właśnie do innych świąt, do których rękę trzeba jednak było przyłożyć.

Pozwolę sobie na podsumowanie tego, co zaszło w tymże przedziale czasowym zwanym rokiem: otóż, pierwsze co przychodzi mi do głowy — skończyłem jedne studia, kończę drugie, zacząłem trzecie, rozpocząłem też poważniejszą pracę, pojechałem na kilka fajnych koncertów, byłem tu i ówdzie, poznałem kilka wspaniałych osób, zapomniałem o tych mniej wspaniałych, których znałem wcześniej, zacząłem pisać drugą pracę licencjacką, tym razem po hiszpańsku, wyklikałem powieść po polsku (prawie 400 stron), napisałem kilka opowiadań, kilka też udało mu się wypuścić w świat, większość jednak głównie po angielsku, ale i zadowolony jestem, że w końcu zadebiutuję w rodzimym języku; zadowala mnie też, wręcz uszczęśliwia, aspirowanie na stoika, tak samo jak obcowanie z zimną wodą i medytacja, którą odkryłem 300 dni temu, w przeciągu których przemedytowałem ponad 100 godzin; a jeśli o liczbach już mowa, przeczytałem w 21 roku 95 książek, z czego kilka zmieniło mnie jako człowieka, już chyba na zawsze.

22 rok nadszedł, oby był… krótszy. Nie no, płyńmy sobie, moi drodzy. Płyńmy, nie robiąc nic na siłę, nic na pokaz. Po prostu płyńmy sobie z uśmiechem.

/////////////////////////////

Mała zapowiedź mojego nowego opowiadania tutaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: